28 października 2017

Byli z nami



Jak wspominamy tych, których wśród nas już nie ma? Każdy z nas robi to na swój sposób. Nie wynikajmy w to, tylko przypomnijmy sobie ten zeszłoroczny wpis, kliknijcie: Kogo wspominamy w te dni? Może odżyją w nas wspomnienia o kimś, kogo zapomnieliśmy.

Kliknijcie: Cmentarze świata.

26 października 2017

Seniorzy na Ołbinie

Nie, nie, to nie jest pomyłka. To Hania z Krzyków, ze stowarzyszenia Popowiczanie, odwiedziła seniorów z Ołbina w trakcie warsztatów komputerowych Virtual Culture 60+, kliknijcie tutaj: Blog - 60+ Virtual Culture.

Warsztaty są prowadzone przez Stowarzyszenie Żółty Parasol  w ramach programu ERASMUS+, kliknijcie tutaj: ERASMUS + Wirtualna Kultura 60+.

Stowarzyszenie Żółty Parasol powstało w roku 2008, kliknijcie: NGO, Żółty Parasol oraz tutaj: Stowarzyszenie Żółty Parasol - home page. Powszechnie uważa się, że Żółty Parasol obudził Ołbin. To tam Marysia z Popowiczanką były w lipcu 2017, kliknijcie: Parki pełne kontenerów kultury.

Tym razem Popowiczanka jednak chciałaby zwrócić Waszą uwagę na coś innego - na Klub Seniora Żółty Parasol, kliknijcie: Klub Seniora Żółty Parasol. Oto co Popowicznaka przeczytała na stronie Klubu Seniora:

"...Mało u nas spotkań towarzyskich i picia herbaty – zdecydowanie wolimy się ruszać, uczyć i poznawać świat...".

To zdanie urzekło Popowiczankę całkowicie. Dedykuje je wszystkim klubom seniora. Bierzmy przykład z seniorów z Ołbina. Tak wygląda ich grafik zajęć, kliknijcie: Plan zajęć dla seniorów, a tak jesień na Ołbinie (jak zwykle kliknijcie na zdjęcia, żeby je powiększyć):


Postscriptum. W związku z komentarzem Halinki chciałabym dodać, że seniorzy z Ołbina

  • jeżdżą na wycieczki - w listopadzie jadą do Poznania na wystawę Fridy Kahlo (rewelacja, ogromne zainteresowanie wystawą meksykańskiej malarki), kliknijcie tutaj: Frida Kahlo i Diego Rivera,
  • chodzą na prelekcje, mają kulturalne wtorki, kliknijcie: Aktualności oraz telefon seniora do spraw wszelkich, kliknijcie: Telefon seniora.

24 października 2017

Wieści od czytelników



Popowiczanka znowu musiała się zastanawiać, czy światem rządzi przypadek czy nie. Jak wiecie, jej się wydaje, że nic nie dzieje się przypadkiem.

"Bojurek" z radością napisał do Popowiczanki, że 10 kwietnia 2018 w Narodowym Forum Muzyki będzie galowy występ Mazowsza z okazji 70-lecia powstania tego wspaniałego zespołu.

Dwa dni później Popowiczanka dostała od Hani z Krzyków dwa zdjęcia z Płocka, a na nich figura Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. Hania zachęcała do zwiedzenia muzeum. Mira i jej wspólne z mężem Tadeuszem Sygietyńskim dzieło Mazowsze!!! I co Wy na to?

"Bojurek" to ten, który stale Popowiczance zdjęcia przysyła, kliknijcie: Mural w obiektywie Bojurka. Hania to znana wolontariuszka i uczestniczka wielu warsztatów, kliknijcie tutaj: Dla dojrzałych studentów oraz tutaj: Akademia Leonarda da Vinci.

Oto zdjęcia od Bojurka z ostatniej wycieczki z Irkiem do Niemiec (kliknijcie, żeby zdjęcia powiększyć):



Mira Zimińska-Sygietyńska - aktorka, pieśniarka, reżyserka, pedagog - urodziła się w Płocku w roku 1901. O jej dorobku artystycznym możecie poczytać tutaj (kliknijcie): Mira Zimińska-Sygietyńska - Culture.pl.

Muzeum Mazowieckie w Płocku to najstarsze polskie muzeum - powstało w roku 1821. Jest nazywane muzeum secesji ze względu na największą ekspozycję poświęconą secesji. Muzeum mieści się w kilku budynkach, kliknijcie tutaj: Muzeum Mazowieckie w Płocku. Zanim do muzeum wybierzecie się, możecie obejrzeć filmy, kliknijcie: Video - relacje filmowe lub zdjęcia (kliknijcie): Galeria zdjęć.

Mazowsze występowało w NFM w kwietniu 2016. Może jeszcze raz przeczytacie ten wpis, w którym są piękne zdjęcia i linki do nagrań z występów  Mazowsza, kliknijcie: Mazowsze czy Śląsk?

Uwaga. "Bojurek" bilety na Mazowsze już kupił w NFM!

22 października 2017

Oblicza mądrości w starości



Tym razem Popowiczanka podzieli się wrażeniami z II Dni Gerontologii, kliknijcie tutaj: II Dni Gerontologii. Nie ukrywa, że jest przekonana, że będziecie jej zazdrościć. Relacja z I Wrocławskiego Forum Senioralnego, towarzyszącego Dniom Gerontologii, jest tutaj (kliknijcie): Popowiczanka i panele

Pierwszego dnia II Dni Gerontologii Popowiczanka znalazła się wśród psychologów - to nowe dla niej przeżycie. Co prawda, była już wśród humanistów, kliknijcie tutaj: Pytania niezadane humanistom, jednak to nie to samo. Jak była młoda, to twierdziła, że na emeryturze będzie studiować właśnie psychologię. Niestety z powodu bloga nie ma czasu na studiowanie.

Tytuł wpisu to tytuł wykładu profesor Marii Straś-Romanowskiej. Popowiczanka zrobiła profesor Straś-Romanowskiej dwa zdjęcia i nie mogła się zdecydować, które wybrać. Dlatego zamieściła oba (kliknijcie na zdjęcia, żeby je powiększyć).

W trakcie wykładu profesor Struś-Romanowskiej okazało się, że Popowiczanka kompletnie nie zna się na mądrości. Nie wiedziała, że mądrość przychodzi wraz z utratą złudzeń. Co więcej, profesor Struś-Romanowska stwierdziła, że mądrość zaczyna się, gdy kończy się inteligencja. Szczególnie w to ostatnie stwierdzenie było trudno Popowiczance  uwierzyć. Uwierzyć musiała, bo przecież twierdziła to profesor psychologii.

Na wykładzie Popowiczanka dowiedziała się, że są trzy rodzaje mądrości:

  • mądrość uczona,
  • mądrość praktyczna,
  • mądrość duchowa.
To wyjaśnia, dlaczego zdanie: "Taki mądry, a taki głupi" jest prawdziwe. Można być mądrym w jednym rodzaju mądrości, a głupim w drugim. Niestety Popowiczanka tak "nabazgrała", że notatek z wykładu nie może odczytać. Dlatego nie dowiecie się teraz, czym różnią się te trzy mądrości.

Mądrość duchowa może być nazywana mądrością serca. Z artykułu (kliknijcie) Alina Kałużna-Wielobób, Psychologiczne koncepcje mądrości, str. 72,  możecie się dowiedzieć, co prof. Straś-Romanowska myśli o mądrości duchowej.

Senior dostrzega więcej niż przedtem. Potrafi odróżnić rzeczy ważne od nieważnych. 70 procent młodych ludzi określa mądrość jako atrybut starości. Czy to powinno nas seniorów cieszyć?

A jakie są przejawy braku mądrości wśród seniorów? Oj, jest ich bardzo dużo. Musimy, my seniorzy, zrobić rachunek sumienia. Oto, jakie objawy braku mądrości Popowiczanka zanotowała na wykładzie prof. Straś-Romanowskiej :

  1. egocentryzm
  2. roszczeniowość
  3. brak pokory
  4. łatwowierność
  5. naiwność
  6. wrogość wobec świata
  7. zgorzknienie
  8. pycha i przemądrzałość.
Profesor Straś-Romanowska rozważała też problem, kiedy jest się starym. Według WHO starość zaczyna się po przekroczeniu 70-tki. To bardzo ucieszyło Popowiczankę, bo jest przeciwna 55+, 60+, 65+. Niestety okazało się, że można być starym już w wieku 25+. Skoro mądry jest ten, kto czuje się stary, to Polak jest mądry już w wieku 55+.

To nasunęło Popowiczance pytanie: "Jak wytłumaczyć, że Amerykanin jest mądry dopiero w wieku 70, a Polak już 55". Profesor udzieliła wyczerpującej odpowiedzi. Niestety Popowiczanka bujała wtedy w obłokach i nic nie wie. Usłyszała tylko, że mądrość pomaga nam w rozeznaniu, co jeszcze mogę i że udawanie młodego nie jest objawem mądrości.

No i jak, żałujecie, że nie byliście na II Dniach Gerontologii? Inne wykłady były równie wspaniałe jak wykład prof. Straś-Romanowskiej.

Jeśli będziecie mieli kiedyś więcej czasu, to kliknijcie tutaj: M. Straś-Romanowska, Refleksje o wychowaniu w perspektywie personalistycznej. To może się wam przydać w wychowaniu wnuków.

20 października 2017

FOCUS - to warto wiedzieć

Te trzy kolorowe zakręcone trójkąciki są z logo projektu FOCUS, kliknijcie tutaj: FOCUS, czyli Frailty Management Optimisation through EIPAHA Commitments and Utilisation of Stakeholders Input an innovative European Project in elderly care.

Popowiczanka jest bardzo ciekawa, kto wymyślił to logo. Pierwszy raz zobaczyła logo w czerwcu 2017, drugi raz na II Dniach Gerontologii, a trzeci na konferencji "Współczesna geriatria - nowa perspektywa dla pacjentów w wieku podeszłym", kliknijcie tutaj: Program konferencji. Niestety wyjaśnienia pochodzenia logo nie usłyszała.

Do trzech razy sztuka i nic. W tej sytuacji nie pozostało Popowiczance nic innego, jak zwrócić się do czytelników bloga z pytaniem, dlaczego tylko pięć liter wykorzystano do stworzenia nazwy  tego projektu. Czy ktoś z Was to wie? Przecież Popowiczanka nie będzie jechać do Barlinka (kliknijcie tutaj:  II Ogólnopolska Konferencja Naukowa: Samotność człowieka w zdrowiu, chorobie i niepełnosprawności), żeby zapytać o to logo profesor Donatę Kurpas.

Profesor Donata Kurpas z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu jest jednym z uczestników międzynarodowego konsorcjum realizującego projekt FOCUS, kliknijcie tutaj: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, Katedra Medycyny Rodzinnej. Na konferencji  "Współczesna geriatria - nowa perspektywa dla pacjentów w wieku podeszłym" mówiła w bardzo ciekawy sposób o Zespole Słabości, jego objawach i metodach walki z nim. Przedstawiła wyniki badań i zalecenia profilaktyczne.

Popowiczanka szczególną uwagę zwróciła w referacie prof. Kurpas na to, jak ważna jest witamina D3 i odpowiednia ilość białka w pożywieniu, no i ćwiczenia Tai Chi. Teraz zastanawia się, czy zacząć studiować materiały Wrocławskiej Akademii Tai -Chi, kliknijcie tutaj: Wrocławska Akademia Tai Chi.

W konsorcjum FOCUS bierze udział 10 instytucji z ośmiu  krajów europejskich,  w tym pięć osób z Polski, kliknijcie tutaj: Konsorcjum FOCUS. Celem projektu jest (kliknijcie tutaj: Cel projektu):

"... Celem projektu FOCUS jest istotne zmniejszenie nasilenia problemu zespołu słabości w Europie poprzez opracowanie metodologii i narzędzi wspierających podmioty zajmujące się wczesną diagnostyką, badaniami przesiewowymi i leczeniem zespołu słabości po to, aby osiągnąć skalowalność.

Zespół słabości to powszechnie występujący zespół kliniczny u osób w wieku podeszłym, powodujący pogorszenie stanu zdrowia, które skutkuje zwiększoną podatnością na upadki i niepełnosprawnością, częstszymi hospitalizacjami oraz śmiercią
..."

W artykule Anety Soll i Donaty Kurpas w materiałach konferencyjnych "Współczesna geriatria - nowe perspektywy dla pacjentów", pod redakcją prof. Małgorzaty Sobieszczańskiej i dr Iwony Pirogowicz, Popowiczanka przeczytała, że zespół słabości można stwierdzić, na przykład, za pomocą Skali Fried, w której bierze się pod uwagę następujące objawy:

  • niezamierzona utrata masy ciała w ciągu ostatniego roku o 4,5 kg,
  • osłabienie siły mięśniowej mierzone za pomocą dynamometru,
  • wyczerpanie pacjenta mierzone za pomocą skali depresji CES-D,
  • spowolnienie chodu,
  • obniżona aktywność fizyczna określana na podstawie kwestionariusza Minnesota Leisure Time Activity.

Zapobieganie zespołowi słabości jest bardzo ważne, bo zapobiega to izolacji społecznej osób w podeszłym wieku - wykluczeniom. Ważny jest też model opieki środowiskowej nad pacjentami w wieku podeszłym z zespołem słabości. O tym wszystkim możecie poczytać w dostępnych już publikacjach Anety Soll i Donaty Kurpas oraz współautorów. Na przykład,

Profesor Kurpas przysłała Popowiczance polskie przekłady tych artykułów i artykuł: Zespół słabości - wytyczne diagnostyki, terapii i prewencji, Medycyna Rodzinna. Popowiczanka to ma szczęście! Ma teraz co studiować. Nie martwcie się - Wy też po polsku możecie poczytać:

Postscriptum. Okazało się, że nazwę projektu wymyślił koordynator z Hiszpanii i wcale nie chodziło mu o pięć literek, tylko o słowo "focus", czyli skupienie/zogniskowanie na słabościach. I w języku angielskim i w języku polskim to słowo jest znane. Trzy kolory i małe trójkąty miały nadać wrażenie większej dynamiki. Pomysł świetny!

18 października 2017

Irysy igłą malowane - wernisaż Małgosi


Małgosia, była Popowiczanka, miała dzisiaj wernisaż "Irysy igłą malowane" w osiedlowym klubie "Tęcza" na Popowicach.

A czy jest Wam znany haft krzyżykowy? Jeśli nie, to żałujcie, że nie byliście na dzisiejszym wernisażu, bo Małgosia opowiadała o różnych technikach i tajnikach haftu. Zdradziła też, na jakie warsztaty i kursy haftu chodziła. 

Z okazji wernisażu koleżanki Małgosi wpisały się do księgi pamiątkowej. Ja wpisałam jej tak: "Kochana Małgosiu, życzę Ci, żeby następny równie wspaniały wernisaż był w bibliotece w Rynku."

Ta pani w pięknej czerwonej sukience to Ela, kierowniczka klubu. To ona wręczyła Małgosi czekoladki od koleżanek. Kwiatki stały na stoliku.


Potem zadano Małgosi wiele pytań, bo wszyscy byli bardzo ciekawi jak ona to robi. Również panowie haftem interesowali się. Na zakończenie była kawa i ciasteczka upieczone przez Małgosię.

Poniżej są zdjęcia z dzisiejszego wernisażu w klubie "Tęcza". Może się tam wybierzecie, żeby więcej wyhaftowanych przez Małgosię irysów zobaczyć (kliknijcie na zdjęcia, żeby je powiększyć).




Kafelki Popowiczanki

Lista niedokończonych przez Popowiczankę wpisów na blogu rośnie chyba szybciej niż lista nieprzeczytanych książek. Czasu brakuje - tak to już jest z nami seniorami. Popowiczanka postanowiła zaległości nadrobić.

Uważni czytelnicy  bloga domyślają się, że Popowicznaka była w lecie w Łagowie. Skoro tak, to musiała zahaczyć o Paradyż. Tak, to prawda. Popowiczanka wybrała się do Paradyża niedaleko Świebodzina, bo myślała, że jest tam fabryka kafelek, które ma w łazience.

Niestety kafelek nie znalazła, ale za to odkryła przepiękny Pocysterski Zespół Klasztorny w Gościkowie-Paradyżu, kliknijcie tutaj: Lubuskie warte zachodu. Po zespole klasztornym oprowadzał młody diakon, który zwracał turystom uwagę na wiele szczegółów, które łatwo było przegapić.




Kliknijcie na zdjęcia, żeby je powiększyć.

Po powrocie do Wrocławia Popowiczanka poszukała w internecie "Paradyża od kafelek". Grupa Paradyż działa od 1989 roku. Oto, co znalazła:

I jeszcze jedno. W ośrodku wczasowym w Łagowie były w łazience kafelki, które Popowiczanka ma u siebie. O czym to świadczy?

17 października 2017

Popowiczanka i panele

Po powrocie z letnich wakacji Popowiczanka zaczęła pisać wpis o kafelkach, ale go nie dokończyła. Teraz po długich wahaniach postanowiła zająć się panelami, mimo że Ela radziła jej, żeby  napisała najpierw o premierze Makbeta w Capitolu.

Popowiczanka była z Elą na premierze w piątek 13 października (świetna data na premierę). Recenzji z Makbeta jest już w internecie dużo. A relacji z wczorajszych paneli ile?

Oczywiście chodzi o panele na I Wrocławskim Forum Senioralnym, które towarzyszyło II Dniom Gerontologii. Organizatorami byli Wrocławskie Centrum Seniora, Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu oraz Federacja Uniwersytetów Trzeciego Wieku we Wrocławiu, kliknijcie tutaj: WCS - komunikaty. Zdjęcia są  tutaj (kliknijcie): WCS -Facebook.

W materiałach przygotowanych przez organizatorów Popowiczanka przeczytała, że celem I Wrocławskiego Forum Senioralnego jest zainicjowanie szeroko rozumianej dyskusji nad możliwymi strategiami wspólnego działania w starzejącym się społeczeństwie. Pięknie to zabrzmiało.

I Wrocławskie Forum Senioralne było 16 października 2017 w budynku Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu. Były na nim trzy panele:

  • Panel I, Samorząd wobec nowej wizji polityki senioralnej,
  • Panel II, Organizacje pozarządowe wobec wyzwań polityki senioralnej, 
  • Panel III, Srebrna gospodarka i aktywność społeczna, kulturalna i edukacyjna seniorów - nowe kierunki rozwoju i zmian.
Popowiczanka była na pierwszej części Panelu II, drugiej części Panelu I i na 3/4 Panelu III (podziwiajcie, jaka ona jest skrupulatna w określaniu czasu udziału w panelach). Niestety nie mogła być na podsumowaniu.

Początki zawsze są trudne. Może dlatego zainteresowanie panelami było różne. Popowiczance najbardziej podobał się Panel I. Żałowała, że nie była na nim od początku (niestety dwa panele były w tym samym czasie).

Co Popowiczankę urzekło na Panelu I?

  • Przede wszystkim paneliści i uczestnicy z różnych miast, w tym z  Krakowa, Siemianowic Śląskich, Radkowa, Świdnicy, Wrocławia itd. 
  • Bardzo ciekawe wypowiedzi, świadczące o znajomości problemów polityki senioralnej.
  • Przykłady wspaniałych działań i planów na przyszłość, różnorodność pomysłów.
  • Dzielenie się z innymi doświadczeniami.
  • itd
Popowiczanka była tak zasłuchana, że zrobiła tylko dwa zdjęcia (kliknijcie na zdjęcia, żeby je powiększyć), ale za to zanotowała kilka wypowiedzi. Na przykład, 

  • Kraków organizuje dla uczniów olimpiadę z wiedzy o starości. Szkoły udostępniają seniorom swoje pomieszczenia. Realizowany jest projekt pilotażowy "edukacja do starości". Seniorzy pomagają uczniom w nauce.
  • We Wrocławiu na Nowym Dworze szkoła jest otwarta na seniorów. Rozważa się udostępnienie młodzieżowych domów kultury seniorom. Uczestnicy panelu postulowani powołanie we Wrocławiu osiedlowych koordynatorów ds. seniorów.
  • W Krakowie myśli się o budownictwie dla rodzin wielopokoleniowych, we Wrocławiu realizuje się dwie kooperatywy na Żernikach.
  • Kraków organizuje konferencję "starość to radość". Popowiczanka w takiej konferencji we Wrocławiu chętnie by wzięła udział.
  • W Siemianowicach uczniowie biorą udział w konkursie "opowiedz mi swoją historię". To seniorzy opowiadają uczniom swoje historie. Dzięki temu powstają przyjaźnie międzypokoleniowe.
W jednym Kraków wyprzedził chyba Wrocław. W Krakowie podobno miasto już pracuje nad spełnieniem kryteriów niezbędnych do bycia miastem przyjaznym starzeniu. We Wrocławiu, o ile dobrze Popowiczance wiadomo, prace nie są tak zaawansowane. Za to we Wrocławiu postuluje się wydzielenie senioralnego budżetu obywatelskiego. Czy Kraków już taki ma, Popowiczance nie jest wiadomo.

Popowiczanka przeczytała w internecie, że Poznań przyłączył się do miast przyjaznych starzeniu. Ciekawe, ile takich miast jest już w Polsce. Miasta Przyjazne Starzeniu to sieć WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) skupiająca miasta otwarte na potrzeby osób starszych.

Przedstawiciele mniejszych miast twierdzili, że seniorzy w małych miastach mają lepiej. Czy dlatego, że nie są anonimowi? itd itd Sami widzicie, jak pracowity był Panel I. Zobaczymy, co z tych pomysłów zostanie zrealizowane.

Wolontariusz aktor Staszek

Popowiczanka, jak do czegoś namawia, to sama daje przykład. Ostatnio namawiała Was do udziału w I Wrocławskim Forum Senioralnym (16 października 2017) i w II Dniach Gerontologii (17-18 października 2017), kliknijcie tutaj: Seniorzy, nie przegapcie tych okazji. Wkrótce dowiecie się, czego Popowiczanka nauczyła się na II Dniach Gerontologii.

Niestety żadnej Popowiczanki na tych dwóch wydarzeniach nie spotkała. Może ostatniego dnia konferencji któraś pojawi się.

Za to każdego ranka w drzwiach Dolnośląskiej Szkoły Wyższej (tam odbyły się te konferencje) witał ją samotny wolontariusz w żółtej koszulce z logo Wrocławskiego Centrum Seniora, zobaczcie zdjęcie powyżej. Był to Staszek - tak sam siebie określił - który przy okazji zaprosił Popowiczankę do Centrum Kultury Agora przy ulicy Serbskiej 5a na przedstawienia teatralne (zobaczcie afisz na dole wpisu), kliknijcie tutaj: Centrum Kultury Agora. Okazało się, że Staszek jest aktorem (amatorem?). Afisz przysłał Popowiczance Staszek.

Spektakl ma intrygujący wieloznaczny tytuł "Pociąg do ...".  Zdjęcie lokomotywy na afiszu sugeruje, że może chodzić o jakąś podróż w nieznane. Warto się o tym przekonać. Spektakle będą o godzinie 19 w środę (18 października) i w piątek (20 października), wstęp wolny. Przy okazji możecie zobaczyć, jakie inne imprezy Centrum Agora proponuje.

Na drugim zdjęciu, które Staszek Popowiczance przysłał, widać tajemniczą kobietę. Niestety Popowiczanka nie wie, gdzie to zdjęcie zostało zrobione. Pierwsze zdjęcie Popowiczanka zrobiła sama w holu DSW. Oprócz Staszka jest na nim afisz reklamujący prace studentów architektury z Politechniki Wrocławskiej. Kliknijcie na zdjęcia, żeby je powiększyć.

Uwaga. Ela poleca spektakl "Pociąg do ...".  Ona już na nim była. Przejmujący tekst i wspaniała kreacja Staszka.




15 października 2017

Warsztaty w Muzeum Pana Tadeusza

Jak Popowiczanka w czymś się zakocha, to już na wieki. Czy wiecie, ile razy pisała już na blogu o Ossolineum i o Muzeum Pana Tadeusza? Teraz jest kolejna okazja, żeby Was do Muzeum Pana Tadeusza przyciągnąć, kliknijcie tutaj: Warsztaty.

Kolejne warsztaty w Muzeum Pana Tadeusza są międzypokoleniowe - dla dziadków i wnuków 7-12 lat. Zagadka: Ile może mieć lat babcia lub dziadek, jeśli ich wnuczka lub wnuk mają 12 lat? Chyba muszą być po 50-tce, ale lat nie mogą mieć więcej niż 100. Mam nadzieję, że są czytelnicy bloga, którzy te warunki spełniają. Na nich Muzeum Pana Tadeusza czeka.

Oto szczegóły:

  • termin warsztatów: sobota, 21 października 2017, godz. 11-15:30,
  • miejsce warsztatów: Muzeum Pana Tadeusza w Rynku,
  • prowadzenie warsztatów: Marta Przybyło-Ibadullajev oraz Zuzanna Zasacka z Fundacji Archeologii Fotografii,
  • wstęp bezpłatny,
  • obowiązują zapisy: edukacja-mpt@ossolineum.pl,
  • liczba uczestników ograniczona, 10 par - dziadkowie i wnuki lat 7-12,
  • nazwa warsztatów Soplicowo Archiwum,
  • temat warsztatów: fotografia pamięci oraz działania związane z prowadzeniem domowego archiwum,
  • więcej szczegółów jest tutaj, kliknijcie: Warsztaty.

Fundacja Archeologia Fotografii jest pierwszą tego typu instytucją w Polsce, kliknijcie tutaj: Fundacja Archeologii Fotografii - home page. Powstała w roku 2008. Jej pierwotnym celem była ochrona archiwów po czołowych polskich fotografach. Fundacja prowadzi też ożywioną działalność edukacyjną.

Popowiczanka bardzo żałuje, że nie może wziąć udziału w tych warsztatach. Przecież zrobiła tyle zdjęć w filmowym skansenie Soplicowo, kliknijcie tutaj: Zosia z Soplicowa. Poza tym uwielbia Muzeum Pana Tadeusza, kliknijcie tutaj: Popowiczanka z wizytą u Tadeusza i na warsztatach fotograficznych jeszcze nie była

14 października 2017

Nasze Kaprysiki

Popowiczanka postanowiła pójść na spotkanie z Mariuszem Szczygłem w ramach Festiwalu Bruno Schulza, żeby mu opowiedzieć o "Tylko że" na blogu stowarzyszenia "Popowiczanie" (zobaczcie zdjęcie obok). Aby porozmawiać z autorem, najlepiej jest stanąć w kolejce po autograf. Tak też Popowiczanka zrobiła.

Za namową koleżanki kupiła "Kaprysik", bo to nie jest duża książka i można ją łatwo w torebce schować. Oto jak autor, czyli Mariusz Szczygieł, sam zapowiada tę książkę, kliknijcie: Kaprysik. Damskie historie - YouTube.

Tak, jak w lipcu 2017 (kliknijcie tutaj: "Tylko że" dla Krystyny), Popowiczanka miała chytry plan. Chciała, żeby Mariusz jako dedykację  napisał niekompletne zdanie, które czytelniczki bloga mogłyby uzupełniać na różne sposoby. Plan się udał. Mariusz napisał  tak "Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo ..." (zobaczcie zdjęcie obok). Było to nawiązanie do tytułu jego książki.

Popowiczanka wróciła do domu ze spotkania z Mariuszem w Oratorium Marianum uradowana, kliknijcie tutaj: Spotkania z autorami. Był tylko jeden problem. Popowiczance wydawało się, że ona własnych kaprysików nie ma.

Zadzwoniła w tej sprawie do zaprzyjaźnionej osoby, która od razu stwierdziła, że Popowiczanka ma kaprysik. Otóż, Popowiczanka przed każdym wyjazdem kupuje nowy ciuch, który po powrocie do niczego jej nie służy, tylko zajmuje miejsce w szafie. Teraz Popowiczanka z czystym sumieniem mogła wysłać do czytelników bloga prośbę o uzupełnienie zdania napisanego przez Mariusza.

Oto, jakie "kaprysiki" dostała. Duża buźka za to dla Was!

1. Ala
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo bardzo je lubię.
2. Anka
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki,bo są balsamem dla psychiki.
3. Barbara.
  • Pielęgnuję moje kaprysiki, bo dają mi wolność i swobodę, nie zwracam uwagi na modę, jestem codziennie wyluzowana od samego rana,. Kaprysiki: są to cenne zalety do codziennej podniety.
4. Halinka
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki i dlatego zbieram adresiki.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo mam w tym swoje interesiki.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo je zebrałam jak grosiki.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo są jak cyprysiki.
5. Hanna
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo to mojego życia jasne niuansiki.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo to w romansach są ewidentne plusiki.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo to w codziennym życiu są małe sukcesiki.
6. Janka
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo ja nie chce dziś rozmawiać o tym z nikim.
7. Jasia
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo ulegam modzie na króliki.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo w modzie są teraz dzikie wybryki.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo ulegam modzie na wybryki.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki. bo spełniam je w takt muzyki.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo kocham swoje niewinne wybryki.
8. Jola
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo nie mam nic innego do roboty.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo tak.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo to lubię, a należy mi się odrobina przyjemności.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo nie jestem ascetą.
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo jestem kobietą.
9. Krysia
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo są śmieszne i poprawiają mi nastrój w danym dniu.
10. Krystyna
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo mam ich za mało.  

Przed północą Popowiczanka dostała kaprysik od jedynego czytelnika bloga!

11. Adaś
  • Pielęgnuję swoje kaprysiki, bo one podwyższają moją wartość intelektualną.
Jest jeszcze jeden kaprysik, a właściwie całe opowiadanie o kaprysiku, przysłane przez osobę podpisującą się CKin2U (strasznie to zagadkowe): 

Zaraz po przejściu na emeryturę uznałam, że najwyższy czas na rozpieszczanie siebie i spełnianie wszelkich kaprysów - oczywiście w granicach rozsądku:)

Otwieram oczy rano i spełniam swój pierwszy kaprysik ... robię sobie śniadanie do łóżka. Mam specjalną tacę, zastawę - bo niby dlaczego te piękne filiżanki mają stać w szafce i się kurzyć. Wszystko przenoszę z kuchni do sypialni i powolutku jem śniadanie, wcześniej nastawiam sobie radio, które mam blisko, bo w łóżku ... tak, tak, mam duże łóżko i mam w nim wszystkie potrzebne do śniadania składniki - najnowszy numer Przekroju, długopisy, tablet, gazetę z krzyżówkami, pudełko z chusteczkami i żel ślimakowy, lakier do paznokci - nie wiem dlaczego, ale jest i zawsze jakąś książkę. 

Obok łóżka w białej torbie z napisem CHODZĄCY IDEAŁ mam kilka motków wełny, bo idzie jesień i trzeba sobie zrobić jakiś nowy golfik - sięgam do tej torby najczęściej w ponure dni - brak słońca mobilizuje mnie do robienia na drutach.

To jest mój pierwszy zaspokojony kaprysik na początek dnia - potem jest już tylko przyjemniej:)


Drodzy Czytelnicy bloga!

  • Czy zauważyliście, że w tytule wpisu kaprysiki są napisane dużą literą? One na to zasługują. 
  • Popowiczanka bardzo Wam dziękuję za udział w tej słownej zabawie, mimo że mieliście na to tylko dwa dni. Na końcu wpisu jest nagroda dla Was.
  • O efektach akcji "kaprysiki" Popowiczanka napisze do Mariusza Szczygła i podziękuje mu za pomysł. 
  • Jest jeszcze jedna sprawa do załatwienia. Trzeba dowiedzieć się, jakie kaprysiki mają panowie. Chyba będzie to trudne do ustalenia, bo Mariusz Szczygieł w książce "Kaprysik. Damskie historie" pisze tylko o kobietach, ale za to jakich! Popowiczanka właśnie czyta drugie wydanie tej książki (poszerzone).

NAGRODA, kliknijcie tutaj:  Marcin Dylla, Capricho Arabe by Francisco Tarrega.

Strona domowa Marcina  Dylli, kliknijcie: Marcin Dylla

12 października 2017

Spotkania z autorami

Popowiczanka wybrała się w środę na Festiwal Bruno Schulza do Oratarium Marianum (kliknijcie tutaj: Oratorium Marianum - YouTube):

  • na spotkanie z Pawłem Smoleńskim,
  • na koncert  muzyczno-słowny "Projekt  - prawda" Mariusza Szczygła i zespołu Res Factum,
żeby zobaczyć Mariusza Szczygła w wielu rolach:

  1. jako dziennikarza prowadzącego spotkanie z innym dziennikarzem, 
  2. jako pisarza, inspirującego zespoły muzyczne, 
  3. jako autora czytającego własne utwory, 
  4. jako pisarza kochającego swoich czytelników, 
  5. jako człowieka otwartego na innego człowieka.
Wrażeń tyle, że starczy na rozmyślania w długie jesienne wieczory i jeszcze na część zimy. Mariusz Szczygieł w pięciu rolach na raz!

Paweł Smoleński (kliknijcie tutaj: P. Smoleński - Wikipedia) jest autorem książki "Syrop z piołunu - Wygnani w akcji Wisła", opowiadającej o powojennym wysiedleniu Ukraińców z terenów południowo-wschodniej Polski. Temat ten przyciągnął na spotkanie wielu młodych ludzi, którzy szczelnie wypełnili Oratorium Marianum. Paweł Smoleński mówił o tematyce swojej książki z wielką pasja. Zgłębił ten fragment naszej historii bardzo dobrze. Nikogo do niczego nie przekonywał. Dał słuchaczom możliwość własnego osądu tamtych wydarzeń, w oparciu o fakty, których podał wiele. To prawdziwa przyjemność słuchać takich rozmówców jak Smoleński i Szczygieł.

Druga część wieczoru w Oratorium Marianum była dla Popowiczanki dużym zaskoczeniem, bo

  • pierwszy raz Popowiczanka była na koncercie takiego elektronicznego zespołu,
  • książka "Projekt: prawda" okazała się inna niż to Popowiczance wydawało się na spotkaniu w Mediatece w lipcu 2017, kliknijcie tutaj: Czytany koncert z Mariuszem,
  • widownia, zespół RES FACTUM i Mariusz Szczygieł świetnie się wspólnie bawili.
Okazało się, że kierownik zespołu Res Factum zaproponował Mariuszowi, że będą grali, gdy on będzie czytał fragmenty swojej książki. Efekt jest piorunujący, a muzyka na każdym koncercie jest inna, bo zespół improwizuje. Mariusz Szczygieł jest przez zespół stale zaskakiwany. Książka "Projekt"prawda" jest niezwykła, kliknijcie tutaj: Projekt prawda - Culture.pl. Tutaj możecie przeczytać o "koncercie czytanym", kliknijcie: Koncert. Filmów z koncertu sami w internecie poszukajcie.

Popowiczankę szczególnie urzekła wokalistka. Żałujcie, że nie słyszeliście, co ona z głosem robiła. Mariusz Szczygieł czytał fragmenty książki "Projekt - prawda" jak aktor z najwyższej półki. Popowiczanka nawet się zastanawiała się, czy on może skończył szkołę aktorską.

Kierownik zespołu Res Factum był bardzo tajemniczy, a trzeci członek zespołu grał na czymś, czego Popowiczance nie dało się rozpoznać. Dlatego skupiła się na jego nodze, którą bardzo rytmicznie stukał w stolik, na którym ten "instrument" stał. Widownia była zachwycona. Zespół i Mariusz musieli bisować.

Jeszcze nie jest za późno. Jeszcze możecie skorzystać. Bruno Schulz Festiwal zaczął się dopiero 16 października, trwa do 21 października. Wiele się na nim dzieje, kliknijcie tutaj: Festiwal i Nagroda Europy Środkowej Angelus 2017.

Nagroda będzie wręczona na uroczystej gali 21 października 2017 w Narodowym Forum Muzyki. Relacje z Festiwalu są umieszczane na Facebooku na bieżąco, kliknijcie tutaj: Bruno Schulz Festiwal - Facebook oraz tutaj: Pierwszy dzień festiwalu.

Jak zwykle kliknijcie na zdjęcia, żeby je powiększyć. Jakie fragmenty swojej książki czytał Mariusz i co było dalej, dowiecie się w następnym wpisie. Pa, Pa.

09 października 2017

Gwiaździsta noc z van Goghiem


Popowiczanka wreszcie wybrała się na film, na który czekała od czerwca. Na ogół w kinach widzowie zaczynają wychodzić zanim zapalą się lampy i skończą wyświetlać końcowe napisy. Tym razem było zupełnie inaczej. Wszyscy siedzieli do końca w milczeniu. Dlaczego?
    • Może dlatego, że podobała im się finałowa piosenka. Kliknijcie tutaj: Lianne La Havas, Starry, starry night. Nie jest to utwór nowy. Oto ta sama piosenka oryginalnie nagrana w roku 1972, kliknijcie tutaj: Don Mc Lean, Starry, starry night
    • Może chcieli do końca przeczytać listę instytucji, które przyczyniły się do powstania tego filmu. Duża jest w tym zasługa Wrocławia.
    • Może dlatego, że oryginalnych obrazów van Gogha było w filmie za mało. Kliknijcie tutaj, żeby ich więcej obejrzeć: van Gogh - the story (YouTube) oraz tutaj: Muzeum van Gogha w Amsterdamie i tutaj: Kolekcja
    • Może zastanawiali się, czy kiedyś powstanie inny film zrobiony tą samą techniką. Jak udało się znaleźć stu artystów, którzy przez tyle lat malowali klatkę za klatką?
    • A może dlatego, że nie wierzyli w rozwiązanie kryminalnej zagadki i szukali własnego rozwiązania.
    • Może po prostu film oczarował ich bogactwem barw obrazów van Gogha i nadal chcieli je  mieć przed oczyma.
    • Wreszcie może zadecydował o tym głos Jerzego Stuhra - koniecznie wybierzcie się do kina na wersję z dubbingiem, nie z napisami.
    Popowiczanka nie zna odpowiedzi na to pytanie, ale znają ją media, w których o filmie dużo się pisze i mówi, bo jest on niezwykły. Na blogu 60+Virtual Culture możecie też o filmie przeczytać, kliknijcie tutaj: 60+ Virtual Culture - blog. Przypomnijcie sobie też ten wpis, kliknijcie: Namalowany film o życiu van Gogha, o tym jak ten film powstawał. 

    Na zakończenie jeszcze raz piosenka i obrazy, kliknijcie: Starry, starry night - YouTube

    08 października 2017

    Jak zostać pisarzem?

    Popowiczanka postanowiła sprawdzić, czy łatwo zostać pisarzem. Po wizycie u Tadeusza, kliknijcie tutaj: Popowiczanka z wizytą u Tadeusza,  z niecierpliwością czekała na warsztaty literackie w muzeum, no i doczekała się. Oto relacja z tych warsztatów.

    Warsztaty prowadził Daniel Odija, zobaczcie zdjęcie obok i kliknijcie tutaj: Daniel Odija - Culture.pl oraz tutaj: Warsztaty twórczego pisania. Jego powieść "Niech to nie będzie sen" była nominowana do Paszportu "Polityki" i Europejskiej Nagrody Literackiej. "Tartak" i "Kronika umarłych" były nominowane do Nagrody Literackiej Nike 2004 (finał) i 2011, kliknijcie tutaj: Kronika umarłych oraz tutaj: NIKE 2011 - nominacje. Popowiczanka lepiej trafić nie mogła.

    Na warsztaty zapisali się młodzi entuzjaści dobrej literatury. Wśród młodych Popowiczanka czuje się najlepiej. Dlatego z łatwością zniosła stres związany z literackimi ćwiczeniami, które musiała wykonać, a robiła to pierwszy raz w życiu. Potraktowała ćwiczenia  jak naukę poprzez zabawę.

    Wszystko zaczęło się od pisania "haiku" - trójwersowych miniaturek poetyckich. Jeśli nie wiecie, co to jest haiku, to kliknijcie tutaj: Polski portal literacki - haiku. Haiku powinno zawierać elementy opisu przyrody i jakąś autorską refleksję.

    W pierwszym haiku Popowiczanka użyła siedmiu z dziewięciu wylosowanych słów. Odrzuciła "weranda, zielony" i wyszło jej tak:

    Milczący świt
    całuje brązowych ludzi
    na żółtej plaży. 

    Ta miniaturka niestety nie miała nic wspólnego z prawdziwym japońskim haiku. Trudno. Z drugą, autorską, miniaturką poszło Popowiczance jeszcze gorzej. Miniaturkę

    "Nigdy nie jest nigdy końcem czegoś, co zaczęło się wczoraj

    Daniel słusznie zakwalifikował do nurtu filozoficzno- matematycznego, bo przyrody w niej nie było.

    Popowiczanka w trakcie warsztatów napisała też scenkę rodzajową, w której musiała się odwołać do pięciu zmysłów: słuchu, wzroku, dotyku, węchu i smaku. Scenka nazywała się "Tęczowa opera" i była zainspirowana wczorajszym koncertem kameralnym w operze (bilety jak zwykle załatwiła Jasia), w związku z premierą Fidelia, kliknijcie: Fidelio.

    Uczestnicy warsztatów z uwagą słuchali rad Daniela, bazujących na jego osobistych doświadczeniach, analizowali teksty oraz obiecali zrobić zadanie domowe, które ma opisać "zewnętrzność i wewnętrzność bohatera". Popowiczanka robiła notatki. Jak ją poprosicie, to Wam powie, czego na warsztatach literackich nauczyła się.

    Wyszła z muzeum Pana Tadeusza bardzo zadowolona. Gdy wchodziła padał deszcz:


    gdy wychodziła świeciło słońce. Jak myślicie, o czym to świadczy?

    06 października 2017

    Seniorzy, nie przegapcie tych wydarzeń!

    Jak wiecie, Popowiczanka stale coś tropi, kliknijcie na przykład tutaj: Popowiczanka na tropie. W szczególności interesuje ją, co robią lub mogą robić seniorzy we Wrocławiu.

    Jest bardzo zajęta, bo tych możliwości jest tak dużo, że przydałby się jej jakiś przystojny powiernik - taki jak Hindus z filmu, kliknijcie: Powiernik królowej - FilmWeb. Jego spojrzenie "powaliło Popowiczankę z nóg". Popowiczanka wybiera się na van Gogha, kliknijcie: Namalowany film o życiu van Gogha. Może jego spojrzenie bardziej ją oczaruje. Zobaczymy.

    Ostatnio Popowiczanka zapisała się na dwie konferencje, warsztaty komputerowe i literackie. Wybiera się na Festiwal Bruno Schulza, do Klubu Firlej i do opery. Chyba za nią nie nadążycie. Niestety chyba zabraknie jej czasu na film z Dalidą.

    Inne Popowiczanki oraz ich koleżanki też nie siedzą z założonymi rękami. Chodzą w poniedziałki na warsztaty komputerowe z Konradem organizowane w Sektorze 3 przez Fundację Aktywny Senior, na kursy językowe w Tratwie, składają wnioski o mini granty z Wrocławskiego Funduszu Małych Inicjatyw, korzystają z propozycji wrocławskich teatrów i opery, wspierają działania Sąsiadówki, są wolontariuszkami w Narodowym Forum Muzyki, itd . Czego trzeba więcej?

    Jeśli chcecie wziąć z nich przykład, to przeczytajcie:

    03 października 2017

    Mural w obiektywie "Bojurka"

    Czy może być coś milszego niż przekonanie się, że efekty naszych działań sprzed lat nie tylko nie zostały zapomniane, a wręcz przeciwnie odżywają na nowo? Coś takiego przydarzyło się Jerzemu Wołoszynowiczowi (zobaczcie jego zdjęcie poniżej). Głośno było o tym w mediach, więc nieoceniony "Bojurek" postanowił zrobić nam niespodziankę i uwiecznić to wydarzenie w obiektywie swojego smartfona. Filmowanie z góry za pomocą drona nie było tym razem przydatne.

    Chyba się już domyślacie, że "Bojurek" zrobił fotograficzny reportaż z odsłonięcia w sobotę odrestaurowanego  malowidła na murach ZOO. Wydarzenie odnotowano na Facebooku, kliknijcie: Mural w ZOO Wrocław, przeczytajcie też tutaj: Imponujący mural na płocie ZOO.


    Malowidło powstało 40 lat temu i wtedy chyba nikt nie nazywał go muralem. Mural powoli niszczał. Twórca tego malowidła, Jerzy Wołoszynowicz, próbował sam odnowić obrazy zwierząt, ale było to za trudne zadanie dla 80-letniego artysty. Na szczęście pomogła mu grupa kilkudziesięciu młodych artystów z Jagodą Łagiewską na czele.

    Zebrano pieniądze na niezbędne farby i inne materiały. Prace trwały kilka miesięcy. Efekty są imponujące (kliknijcie na zdjęcia, żeby je powiększyć):


    Mural ma 350 metrów długości. Jest na płocie ZOO od mostu Zwierzynieckiego do baszty sowiej.